Jak odróżnić specjalistę od szamana?

…czyli hipsterzy badań nad szczytowymi stanami świadomości.

Na ostatnim Zjeździe Naukowym Polskiego Towarzystwa Psychologicznego padły mocne słowa.

Bolesny problem, to przenikanie do programów kształcenia i dydaktyki społecznej treści, które nie mają nic wspólnego z wiedzą naukową. Mało tego, imitując język nauki, przenikają na zasadzie wirusów komputerowych do mózgów naiwnych, niedouczonych pseudopsychologów. A po drugie, do innych odbiorców pseudonaukowych książeczek i pseudonaukowych testów psychologicznych. Nie bierzcie tego do ręki. Powinniśmy z całą mocą odrzucać te pseudonaukowe produkty szamańskich umysłów i piętnować ich użycie. Tę ofertę należy uzupełnić o wcale nie małą liczbę Harlequinów psychologicznych.

(cytat za portalem bydgoszcz24.pl)

brzzinski
Profesor Jerzy Brzeziński na zjeździe. Fotografia: jn, z Bydgoszcz24.pl

Serce rośnie. Bardzo cieszy, że Towarzystwo zdaje sobie sprawę z problemu. Jednak co z nim zrobić?

Książeczki samopomocowe i inne „Harlequiny psychologiczne” (naprawdę mam nadzieję, że to wyrażenie na stałe przeniknie do języka) to jedna sprawa. Innym palącym problemem są pseudopsychologowie posługujący się tytułem „psycholog”, by podnieść swój autorytet w wypowiedziach medialnych – i to nimi powinno się zająć w pierwszej kolejności.

Świeży przykład. Niedawno na portalu Onet.pl pojawił się pewien artykuł. Na artykuł pierwsza zareagowała autorka bloga Psycho-kit w swoim wpisie.

W skrócie, jest to wywiad z Panią Sarą Zięborak. W wywiadzie Pani Zięborak opowiada, w jaki sposób cesarskie cięcia wpływają na psychikę. Zaczyna się ostro:

Trudno uwierzyć, jak duży wpływ na styl bycia, samopoczucie i życiowy sukces naszych dzieci mają okoliczności ich przyjścia na świat. Tworząca się wtedy neurologiczna matryca determinuje tak wiele, że warto się jej przyjrzeć, zrozumieć ją, a w razie potrzeby –próbować ją modyfikować.

Muszę powiedzieć, że zgadzam się w stu procentach – rzeczywiście trudno w to uwierzyć. Terminu „neurologiczna matryca” czy dowodów na wpływ okoliczności przyjścia na świat na psychikę dziecka są wyssane z palca i nie znajdziemy ich literaturze naukowej. Musimy Pani Zięborak wierzyć na słowo.

Trzeba przyznać, że całość ma rozmach – Pani Zięborak w wywiadzie ociera się o neurobiologię, psychologię, tworzy nowe kategorie kliniczne, stawia diagnozy, podaje sposoby modyfikowania „neurologicznych matryc”.

Chyba to, co najbardziej bulwersuje – już nawet poza samą pseudonauką – jest mimochodem przemycona sugestia, że poród naturalny jest lepszy od cesarskiego cięcia. Cesarka jest zawsze gorsza z tego tylko powodu, że jest „nienaturalna”. W tym sensie cesarka ratująca życie będzie „złem koniecznym”.

Brak nam w życiu ciepła, bezpieczeństwa, powolności, smaku. A byłoby go więcej, gdyby pozwolono nam urodzić się spokojnie i dano czas, by oswoić się z rzeczywistością poza brzuchem mamy.

Cóż, jak wielu czytelników nie omieszkało Pani Zięborak wytknąć, naturalne nie zawsze znaczy dobre dla dziecka czy matki. Poczytajcie komentarze – naprawdę poprawiają humor i wiarę w ludzi.

Tylko po cichu, żeby się tylko nie obudziło! Źródło: Wikipedia

Jednak nawet jeśli czytelnicy nie dali zrobić z siebie idiotów, to z pewnością wywody tej Pani nie wpłyną pozytywnie na wizerunek psychologa w Polsce.

Szerokie kwalifikacje

Ale kim tak naprawdę jest Pani Zięborak? Czy jest psychologiem klinicznym dziecka, jak obwieszcza się na początku artykułu? Muszę przyznać, że sprawa nie jest wcale taka prosta. Jeśli spojrzeć na oryginalny artykuł w Zwierciadle, okazuje się, że Pani Zięborak jest…psychoterapeutą, nie psychologiem. To w zasadzie dwa różne zawody. W stopce do artykułu dowiadujemy się do tego, że jest w trakcie specjalizacji z psychologii klinicznej dziecka. Onet jak widać się pospieszył i postanowił przedwcześnie wyspecjalizować Panią Zięborak. Przyczyna tej rozbieżności jest zastanawiająca, ale być może doszło do pomyłki w trakcie przesyłania treści z jednego portalu na drugi.

Skupmy się jednak na tym, co mamy w stopce Zwierciadła. Wynika z niej, że Pani Zięborak to:

(…) Tłumaczka terapeutów i trenerów, właścicielka wydawnictwa New Dawn publikującego literaturę rozwojową.

W innym miejscu znajdziemy więcej szczegółów na temat jej tłumaczeń:

Jest znanym tłumaczem fachowej literatury oraz seminariów i szkoleń światowej sławy trenerów i wykładowców z dziedziny biznesu i rozwoju ludzkich zasobów, nlp, coachingu, szamanizmu itd.

Tak – szamanizmu. Powtórzmy to raz jeszcze: sza-ma-niz-mu. Wszyscy razem: SZAMANIZMU!

Tekst jest wyciągnięty ze strony New Dawn, firmy zarejestrowanej na Panią Zięborak. Zespół New Dawn oferuje przeróżne formy coachingu, w tym Soul Coaching, w trakcie którego jako uczestnik zarówno „sprawdzisz stan rur i kranów w mieszkaniu” jak i „pomedytujesz ze swoim światłem wewnętrznym”. Jeśli idzie o Panią Zięborak, oferuje ona sesje indywidualne.

W stopce w Zwierciadle znajdziemy także informację, że Pani Zięborak to przede wszystkim:

psychoterapeutka doświadczeń okołoporodowych. Pracuje m.in. z oddechem i świadomością technikami Life Flow Therapy, których uczy w prowadzonej przez siebie szkole (…)

Kolejne strony, kolejne kwalifikacje, tym razem na Akademii Teatralnej:

Licencjonowany trener nowatorskiej metody Whole-Hearted Healing oraz Peak States Therapy.

O co chodzi więc z wymienionymi technikami Life Flow, Whole-Hearted Healing oraz Peak States Therapy? Okazuje się, że są to metody, których działanie zostało potwierdzone przez tysiące randomizowanych badań naukowych z użyciem odpowiednio dobranych (pasywnych i aktywnych) grup kontrolnych, powszechnie używanych w psychoterapii jako dopełnienie metod poznawczo-behawioralnych.

Żartowałem, oczywiście, że nie! Daliście się nabrać? Nie?

Szczytowe-stany-swiadomosci-Teoria-i-zastosowania-Tom-1-Przelomowe-techniki-osiagania-wyjatkowej-jakosci-zycia
Ilustracja powyżej nie przedstawia artykułu w piśmie naukowym.

Pani Zięborak pracuje ponadto jako

dyrektor Instytutu ISPS w Polsce.

A to w zasadzie ciekawe. Cóż to za instytut? Mniemam że naukowy? Nic z tego. Jest to Instytut Studiów nad Szczytowymi Stanami Świadomości. Muszą być to niezwykle długie studia, bo instytut założono w 1996, a jak dotąd nie udało im się opublikować ani jednego artykułu w piśmie naukowym. Być może cele, jakie sobie stawiają, są zbyt ambitne?

Instytut przyjął następujące cele:
– odkrycie sposobów uzdrowiania ludzkości, jako gatunku (podstawowy cel Instytutu);
– odkrycie sposobów leczenia chorób, obecnie uznawanych za nieuleczalne (Projekty);

Instytut oferuje obecnie kuracje między innymi na schizofrenię, autyzm, ADHD, stwardnienie rozsiane, cukrzycę, urazy mózgu (!) oraz coś, co nazywają „utratą tożsamości„. Ktoś tu chyba powinien dostać Nobla we wszystkich możliwych kategoriach.

Co jeszcze ciekawsze, Instytut nawet nie próbuje nikogo przekonać, że jest poważany w świecie naukowym:

Jak można sobie wyobrazić, praca (instytutu) jest awangardowa w dziedzinie badań nad świadomością i miną lata, zanim ktokolwiek zda sobie sprawę z implikacji naszych znalezisk (…)

Będziemy czekać cierpliwie.

Wcale nie pomaga fakt, iż nasze odkrycia są sprzeczne z mainstreamową opinią naukową.

Och.

about3
Dokonywaliśmy odkryć nad szczytowymi stanami świadomości zanim to było cool. Zdjęcie: portlandhipster.com

Jeśli to Cię nie odstrasza, drogi Czytelniku, to Ty także możesz leczyć traumy – wystarczy krótki kurs za 1500zł. Na pewnym forum dowiadujemy się więcej o samej technice i jej „biologicznym podłożu”:

Szczegółowo poruszamy również zagadnienia dotyczące rozwoju prenatalnego: plemnik, jajko oraz wydarzenia przed-komórkowe i w jakim stopniu są kluczowe w odniesieniu do uzdrawiania i osiągania SZCZYTOWYCH STANÓW ŚWIADOMOŚCI.

Zwróćmy uwagę na zagadnienia dotyczące rozwoju prenatalnego – to na nich właśnie skupia się Instytut i terapie przez nich sprzedawane. W takim kontekście artykuł w Zwierciadle staje się wręcz artykułem reklamowym. Wiele to wyjaśnia.

Redakcja Zwierciadła rzetelnie sprawdza kwalifikacje swoich rozmówców – fakt, który został przez redakcję potwierdzony w odpowiedzi na mój email. Tytuł psychoterapeuty/psychologa/psychiatry/fizyka/doktora itd. nie jest jednak magicznym zaklęciem, które czyni każdą wypowiedź właściciela tytułu prawdą mającą solidną podstawę naukową. Wręcz przeciwinie. Posiadanie takiego tytułu zobowiązuje do odpowiedzialności. Pan Szczepan czy Pani Halinka z ulicy może głosić, co się im żywnie podoba – jest to ich osobista opinia. Jednak jeśli Pan Szczepan podpisze się jako „renomowany specjalista” w danej dziedzinie, sugeruje to, że jego opinia w jakiś sposób odzwierciedla aktualny stan wiedzy w tej dziedzinie. Tak też ta osoba będzie odbierana przez opinię publiczną – pytanie więc, czy jest w stanie sprostać pokładanemu w niej zaufaniu.

Epilog

Czy to wszystko jest problemem Polskiego Towarzystwa Psychologów? Moim zdaniem – tak. Nie oferuję oczywiście rozwiązania – jednak dobrze byłoby przeczytać od czasu do czasu artykuł czy oświadczenie, w którym Stowarzyszenie otwarcie mówi: słuchajcie, ten artykuł to bzdura. Oto, co o tym mówi nauka.

Większość ludzi nie słyszała o zjeździe i nie miała okazji wysłuchać profesora Brzezińskiego. Większość ludzi sięga po gazety czy wchodzi na portale internetowe. Może czas otworzyć nowy front walki i aktywnie wziąć się za walkę z pseudonauką? Jest to przecież, jak podkreślano na zjeździe, w interesach Towarzystwa. Tak jak mówi profesor Brzeziński – odrzucajmy i piętnujmy pseudonaukowe produkty szamańskich umysłów.

pink

Advertisements

14 uwag do wpisu “Jak odróżnić specjalistę od szamana?

    1. Dzięki za komentarz – nie używam słowa „szaman” jako obelgi jako takiej. Chodzi mi o opisanie kogoś, kto próbuje „uzdrawiać” używając magii – czyli praktyk nie mających potwierdzenia w nauce, a będących jedynie wymysłem praktykującego. Fakt, że w kontekście artykułu nie jest to pochlebne, ale też nie chodzi o rzucanie epitetami, ale podkreślenie, że mechanizmy działania stosowania tych praktyk są właśnie zmyślone. Nie jest to też odniesienie czy aluzja do jakiejkolwiek kultury itd. Nie wydaje mi się to więc rasistowskie.
      W takim znaczeniu (mam nadzieję) Brzeziński używa tego słowa, a za nim ja.

      1. Niby rozumiem, ale i tak uważam, że należy unikać. Dla mnie to jest jak powiedzenie „Sto lat za Murzynami”, „Prowadzisz jak baba” albo „Wyglądasz jak lezba”. Chodzi o taki środek wyrazu, który sprawia, że nazwa jakiejś osoby (tu: kogoś rasy czarnej, kobiety, homoseksualistki) ma stać się obelgą.
        Chciałabym też zauważyć, że niektóre metody szamańskie albo ludowe okazują się skuteczne, choć oczywiście na innej zasadzie, niż głosi opis emiczny (tzn. nie dzięki magii czy duchom). Mam na myśli np. użycie niektórych substancji psychoaktywnych (antydepresyjne, zwiększające wytrzymałość itp.) albo oddziaływania psychosomatyczne, jak chociażby granie i śpiewanie określonej muzyki przy trudnych porodach (to nie magiczna pieśń o tym, jak przodkowie wcielają się w zarodki pomaga, lecz rytm i monotonia poprzez nerwy oddziałują na mięśnie rodzącej).
        Moim zdaniem użycie słowa „szaman” jest automatycznie odniesieniem do bardzo konkretnych kultur, np. syberyjskiej czy wielu południowoamerykańskich, więc z założenia nie możesz mieć tutaj racji.

      2. Rozumiem – tak jak mówiłem jednak, sam nie miałem na myśli żadnej kultury, ale fakt *prowadzenia działalności leczniczej niepopartej dowodami naukowymi* – czym szamanizm w istocie jest. Każda kultura ma swoich szamanów, znachorów, czarodziejów, magików itd.
        Równie dobrze mogłem użyć wiec tych słów. Sam jednak fakt, że Pani o której mowa w tekście zajmuje się tłumaczeniem książek o szamaniźmie (jej słowa, nie moje:), oraz to, że takiego sformułowania użył Brzeziński – postanowiłem przy nim pozostać.

  1. Jeśli dobrze zrozumiałem na dzisiejszym wykładzie, to fakt tego, jak przebiega poród, a przede wszystkim jak przebiega okres ciąży rzeczywiście wpływa na to, jak wygląda później życie narodzonego dziecka. Mikrouszkodzenia w powstającym mózgu płodu związane ze stresem przeżywanym przez matkę mogą stanowić tło dla późniejszych zaburzeń psychicznych. W pewnym sensie rozumiem więc tę „neurologiczną matrycę” jako tworzący się mózg i wg. mojego rozumienia rzeczywiście wpływa to na późniejszą jakość życia. Badanie jednego z moich profesorów: http://www.terapia-pop.pl/index.php?id=TAOTEKING&idg=6

    1. Dzięki za link i komentarz – bez wątpienia długotrwały stres może wpływać negatywnie zarówno na matkę jak i na płód. Proszę jednak zauważyć, że tutaj łączy się to z samym cesarskim cięciem, sugeruje, że dziecko będzie poród pamiętać i inne takie. To pseudonaukowe tezy. Jestem pewien, że autorka nigdy do literatury Pańskich profesorów nigdy nie dotarła. W pracy, do której linkujesz, nie ma oczywiście mowy o cesarskim cięciu.

  2. Pingback: Autyzm a cesarskie cięcie | NeuroBigos

  3. Pingback: Efekt hipstera | NeuroBigos

  4. Pingback: Biologika, szarlatani i skany mózgu. | NeuroBigos

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s