Od wtorku Europa nie ma doradcy do spraw naukowych.

O matko. Podczas gdy Europa (jak duża część świata zresztą) świętowała udane lądowanie na komecie, Komisja Europejska odwołała funkcję Głównego Doradcy do Spraw Naukowych. Funkcja przetrwała niespełna dwa lata – posadę ustanowiono 5-go grudnia 2011 roku, a funkcję objęła szkocka biolog, profesor Anne Glover.

glove
Zarchiwizowana strona Doradcy Naukowego. Źródło zdjęcia

Zdecydowano, że datą ogłoszenia decyzji będzie przeddzień lądowania na komecie. Umyślnie czy nie, zbieżność tych dwóch wydarzeń sprawiła, że wiadomość przeszła niemal bez echa. Tak być nie powinno.

Szczególnie dzisiaj, kiedy Europejska Agencja Kosmiczna zakończyła sukcesem jedną z najważniejszych misji w swojej historii i kiedy dokonania naukowe są na pierwszych stronach gazet. To ironiczne, że w obliczu takiego sukcesu nauki rezygnuje się z doradztwa naukowego na tak wysokim szczeblu.

W środę Anne Glove napisała w emailu do prezydenta Royal Society (przedrukowanego w artykule z the Guardian  podkreślenia moje):

Komisja Europejska  potwierdziła mi wczoraj, że wszystkiego decyzje Biura Doradców ds. Polityki Europejskiej (BEPA) zostały uchylone i funkcja Głównego Doradcy ds. Naukowych przestała istnieć. Nowe Centrum Strategii Polityki Europejskiej (EPSC), która ma „zastąpić” BEPA nie zawiera funkcji „Główny Doradca ds. Naukowych”

Do zadań doradcy naukowego należało

niezależne doradztwo na wysokim szczeblu w sprawach naukowych na wszystkich etapach opracowywania i wdrażania polityki, a także doradzanie bezpośrednio Przewodniczącemu Komisji Europejskiej oraz regularne przekazywanie aktualnych informacji na temat najważniejszych wydarzeń w dziedzinie nauki i technologii.

Ze stanowiskiem wiązano dużo nadzieje – miało pomóc we wdrażaniu polityki opartej na dowodach naukowych.

Jednak wokół funkcji Doradcy narosło dużo kontrowersji. Różne organizacje środowiskowe – na czele z Greenpeace – naciskały na pozbycie się stanowiska Doradcy Naukowego (napisano w tej sprawie list do prezydenta Komisji).

Argumenty Greenpeace zostały przedstawione w innym artykule, który można przeczytać tutaj. Greenpeace twierdzi między innymi, że (podkreślenia moje):

Ci, którzy wzywają do zachowania funkcji (Doradcy Naukowego) robią to, ponieważ podoba im się idea nauki mającej wiodącą rolę we wdrażaniu polityki. Nam też się taka idea podoba. Ale dlaczego zakładać, że posiadanie więcej doradców naukowych, kiedy mamy już ich tak wielu, sprawi, że system będzie działał lepiej? Głównym problemem jest to, jak to powinno być zrobione. Niezgadzanie się z jednym modelem doradztwa polityki naukowej nie jest postawą „anty-naukową”.

Doug Parr, autor artykułu, odnosi się tutaj między innymi do Wspólnego Centrum Badawczego. Skoro mamy już jakieś ciało doradztwa naukowego, po co nam jeszcze jedno?

Jakoś mnie ten argument nie przekonuje i mam silne wrażenie, że odwołanie stanowiska Doradcy to duży krok w tył. Jeśli komuś zależy na polityce podpartej dowodami naukowymi, to powinien być raczej zadowolony, że mamy kogoś takiego w bezpośrednim otoczeniu prezydenta Komisji. Nawet jeśli stanowisko nie było idealne, lub ma się wątpliwości co do osoby sprawującej tę funkcję – po co wylewać dziecko z kąpielą? Mam wrażenie, że to znak, że nie lubi się ani kąpieli, ani dziecka.

A media milczo.

pink

 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s