Naukowiec sadysta i ustawa o ochronie zwierząt

…czyli słów kilka o znaczeniu doświadczeń na zwierzętach.

Zrobiło się trochę rozgłosu w sprawie ustawy o ochronie zwierząt laboratoryjnych przygotowaną przez Ministerstwo Nauki. Dyskusja o wykorzystaniu zwierząt do celów naukowych jest złożona – jednak zdaje się, że niektóre media trochę o tym zapomniały i postanowiły skupić się na tym, jakimi potworami są naukowcy.

sadysta

Profesor Jerzy Vetulani odniósł się do sprawy na swoim blogu – skłonił go do tego list sierowany do redakcji Polityki. List ten jest odpowiedzią na ten artykuł.

Ponieważ tekst w Polityce został już przez Panów Profesorów skrytykowany, sam ograniczę się do innego artykułu na ten sam temat, pisany z użyciem podobnych argumentów.

Wprawdzie odnoszę się tutaj do konkretnego artykułu, jednak argumenty w nim użyte powtarzane są do znudzenia w wielu innych miejscach – i zawsze mają podobny wydźwięk. Zamiast merytorycznej dyskusji oddającej złożoność sytuacji dostajemy reakcyjne, emocjonalne teksty pełne nieścisłości i stereotypów złego naukowca zabijającego niewinne kotki dla sławy i pieniędzy.

***

Czytamy w nim:

Kiedyś badania na zwierzętach były jedyną możliwością poznania fizjologii. Dziś mamy fantomy, hodowle tkankowe, modele komputerowe, tzw. organ chips, które symulują całe układy: nerwowy, mięśniowy, naczyniowy.

Tak. Ale czy stanowią one dobry substytut? Czy są na tyle zaawansowane, by mogły zastąpić modele zwierzęce? Wymaga się tutaj od naukowców, by dokonali kroku, na który nauka nie jest gotowa.

Autorka tekstu zdaje się również ignorować znaczenie badań podstawowych.

Właśnie – nauki podstawowe. Oto hasła dnia. Piękny przykład podaje nam taka Wikipedia. W jaki sposób doprowadzono do wynalezienie zdjęć rentgenowskich? Czy zbudowano specjalną komórkę badawczą, która miała na celu odkrycie techniki pozwalającej zajrzeć pod skórę pacjenta bez potrzeby przedzierania się przez tkankę? Nie. Badania podstawowe nad elektrycznością doprowadziły do odkrycia promieni rentgena, a później do ich zastosowania w medycynie.

Tak się niestety składa, że doświadczenia na zwierzętach także zaliczają się do badań podstawowych i niekoniecznie muszą być od razu rozpoznawalne jako „doniosłe dla ludzkości”, jak ujmuje to autorka.

Jednoczeście musimy pamiętać, że ogromna część badań na zwierzętach ma właśnie takie „doniosłe cele” na uwadze. W swoim liście profesor Wróbel i profesor Szutowicz podają wspaniały przykład. Nie tak dawno opiewaliśmy w końcu sukces polskiej neurochirurgii, dzięki której postawiono sparaliżowanego pacjenta na nogi.

Nie byłoby to możliwe bez wcześniejszych doświadczeniach na szczurach i psach. Dlaczego przemilczamy ten drobny szczegół?

W podobnym duchu autorka z ochotą odrzuca wiele innych badań jako niezbyt ważne:

Badacze badają np. poziom stresu u męczonych w rozmaity sposób zwierząt. To ma nas przybliżyć do poznania mechanizmu stresu u ludzi. Czy to bardzo doniosłe dla ludzkości?

Cóż, być może nie. Ale wtedy trzeba byłoby założyć, że stres nie ma żadnego wpływu na zdrowie. Zdaje mi się, że ma, i to dość spory – badanie mechanizmu stresu u ludzi ma więc sens.

Czy wiwisekcja mózgu kota, z drażnieniem różnych obszarów i podawaniem substancji chemicznych usprawiedliwia cel, jakim jest poznanie funkcjonowania mózgu?

Tak.

Autorka zdaje się tutaj bagatelizować znaczenie badań nad mózgiem – czego naprawdę nie potrafię zrozumieć. Nie badamy mózgu tylko dlatego, bo nie mamy nic lepszego do roboty. Poznanie funkcjonowania mózgu przyczynia się do poznania mechanizmów przeróżnych chorób, takich jak chociażby Alzheimer. Podstawowa wiedza z zakresu funkcjonowania zdrowego mózgu jest do tego niezbędna.

…I to w czasach, gdy mamy coraz doskonalsze metody nieinwazyjnego obrazowania jego pracy?

Coraz doskonalsze nie znaczy doskonałe. Dodatkowo, każda technika ma swoje „plusy i minusy”. Poznanie działania mózgu wymaga użycia wielu technik, metodologii. Użycie mózgu kota jest po prostu jedną z nich. Elektroda rejestrująca aktywność komórki nerwowej u żywego zwierzęcia daje inny pogląd na problem niż nagrywanie fal mózgowych (które powstają w wyniku aktywności wielu komórek) czy krojenie martwego mózgu (gdzie żadnej aktywności już, oczywiście, nie ma).

marshmellow-kitten-big
Interludium na uspokojenie: kotek w piankach.

 

A badanie na zwierzętach działania leków psychotropowych? Czy np. mysia psychika rzeczywiście jest podobna do ludzkiej? A jeśli tak, to na czym opiera się nasze prawo do dręczenia myszy?

Psychika może nie jest podobna do ludzkiej, ale autorka pomija tutaj prawdziwe znaczenie modeli w nauce. Model nie musi odzwierciedlać czegoś ze 100% dokładnością, aby być użytecznym. Dobry model pozwala zbadać pewne aspekty działania danego mechanizmu. Być może w uproszczeniu – ale gdzieś trzeba zacząć.

Dla przykładu – mysie modele autyzmu. Nikt o zdrowych zmysłach nie twierdzi, że te myszy mają autyzm. Jednak można je wyhodować i zmodyfikować w taki sposób, aby unikały interakcji z innymi myszami. Jeśli dana interwencja to zmieni i mysz będzie bardziej komunikatywna – to wiwat nauka. Dużo pracy przed nami, ale znaleźliśmy dobry punkt zaczepienia.

Nie fair jest sugerowanie, iż jedynie „doniosłe” badania mają prawo wykorzystywać modele zwierzęce. Tutaj tkwi problem – skąd autorka wie, które badania będą użyteczne? Wiecie co – byłoby świetnie, gdybyśmy posiadali taką wiedzę. Wyobraźcie sobie, móc przewidzieć użyteczność badań naukowych, zanim je jeszcze przeprowadzimy: ten oszczędzony czas, pieniądze, zasoby…!

***

Nie potrzebujemy takich artykułów. Dość, że duża część opinii publicznej nadal myśli o naukowcach jako o wariatach, którzy robią jakieś dziwne rzeczy w swoich ciemnych laboratoriach. Autorka wyraźnie nie ukrywa negatywnego nastawienia do naukowców („doświadczalników”):

To, co dzieje się w laboratoriach, jest przerażające i trudne do zniesienia dla przeciętnie wrażliwego człowieka. Dlatego w skład komisji etycznych wchodzą głównie doświadczalnicy – oni się uodpornili.

Proszę powiedzieć to mojej znajomej, która zabija szczury w laboratorium. Czy się uodporniła? Nie. Robi to, bo wie, że jej praca być może uratuje komuś życie (używa mysich modeli choroby Alzheimera) – ale nie znaczy to, że stała się nieczułą maszyną do zabijania. Z tego co wiem, to nie wkrada się w nocy do laboratorium i nie wydłubuje mysich oczek dla zabawy.

A często swoją karierę naukową zbudowali na eksperymentach.

Powiem więcej – zdecydowana większość naukowców zbudowała swoją karierę na eksperymentach. To jakby czepiać się, że kierowca autobusu zbudował swoją karierę prowadząc autobus.

Poniższe zdjęcie doskonale – moim zdaniem – oddaje propagowany przez media obraz naukowca:

wizard
Znalezione na Twitterze

Oczywiście, obraz powyżej nie jest idealny. By dopełnić obrazu, postać na zdjęciu musiałaby w drugiej ręce trzymać głowę kotka z igłą wbitą w wyeksponowany mózg, z krwią niewinnego zwierzęcia spływającą gęstymi kroplami do kałuży, w której naukowiec-czarodziej stoi po kostki.

Obecnie debata wykracza daleko poza komentowanie ustawy, a komentatorzy często dają upust swoim uprzedzeniom wobec nauki i naukowców. Zdaje się być to łatwiejsze od pisania złożonych, merytorycznych tekstów.

A to pośrednio prowadzi do takich aktów wandalizmu, jak ten zeszłoroczny we Włoszech, gdzie aktywniści zniszczyli wieloletnią pracę, uwalniając myszy laboratoryjne i publikując nazwiska naukowców na Facebooku w ramach publicznego linczu. Niektóre myszy zdechły w wyniku tej „akcji ratunkowej” – były to wrażliwe osobniki, które szybko umierają poza starannie kontrolowanym środowiskiem.

Ignorancja nie może być siłą napędową dyskusji.

pink

P.S. Przypominam, że Neurobigos można sledzić na Facebooku i Twitterze, gdzie wrzucam nieco mniej poważne treści oraz informuję o nowych wpisach na bieżąco.

Advertisements

4 uwagi do wpisu “Naukowiec sadysta i ustawa o ochronie zwierząt

  1. Praca w rzeźni uodpornia na zabijanie, tak samo was uodporniła na cierpienie zwierząt. To nie polega, że robi sadystyczne zabawy, ale traktuje jako normę. A takie histeryczne Niemcy. tfu sygnatariusze biją naukowców jest śmieszne, żeby nie powiedzieć żałosne. A czemu nie badania na ludziach, jak to robił taki Mengele ? Jeszcze bardziej doniosłe.

    1. „Nas” nic na zabijanie zwierząt nie uodporniło. To dlatego w tekście używam karykatury, bo zarzuca się naukowcom, że są w jakiś sposób nie czuli, jakby nie byli ludźmi.
      Takie osądy nie prowadzą do merytorycznej dyskusji…
      Pozwolę sobie Panu/Pani zadać pytanie: co Pan/Pani myśli o dokonaniu Profesora Religi? Naprawdę jestem ciekawy.
      Przyrównanie do Mengele zostawię bez komentarza.

  2. Pingback: Zwierzęta w laboratorium i luz w głowie | Naukonauci

  3. Pingback: Ustawa o ochronie zwierząt: przegląd artykułów | NeuroBigos

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s