Ile „neuro” i „dydaktyki” w Neurodydaktyce?

Jeszcze nie tak dawno pisałem o najgorszych neuromitach w edukacji szkolnej i temat znów zrobił się gorący. Stało się tak za sprawą listu Komisji Neurobiologii PAN odnośnie książki dr Marzeny Żylińskiej (doradczyni Ministra Edukacji Narodowej) „Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi”.

W skrócie, PAN zmiażdżył Panią Doktor. List obaża niedostatki (podstawowej) wiedzy neurobiologicznej i sprzeciwia się niepodpartym naukowo twierdzeniom zawartych w książce:

Komitet Neurobiologii PAN czuje się zobowiązany zasygnalizować, że jedna z doradczyń Pani Minister – dr Marzena Żylińska, wykorzystuje w sposób nierzetelny wiedzę neurobiologiczną do uwiarygodniania swojej działalności w dziedzinie edukacji, angażując przy tym autorytet Ministra Edukacji Narodowej jak również środki i infrastrukturę publiczną. Apelujemy do Pani Minister o podjęcie stosownych działań, które zapobiegną dalszemu wykorzystywaniu przez dr Marzenę Żylińską instytucji publicznych do rozpowszechniania poglądów i informacji niezgodnych z aktualnym stanem wiedzy w dziedzinie neuronauk. 

Temat już rok temu poruszyła Anna Karcz-Czajkowska na swoim blogu niemarudz.me. Autorka opublikowała kolejny wpis, który serdecznie polecam – znajdziecie tam treść listu PAN wraz z komentarzem. Dr Tomasz Witkowski także wspomina o sprawie na swoim blogu.

Picture2
Zdjęcie: flickr

Sam o „Neurodydaktyce” dowiedziałem się stosunkowo niedawno i nie zdawałem sobie sprawy, że książka jest aż tak popularna. Do dzisiaj jej niestety nie przeczytałem, jednak byłem wobec samej idei podejrzliwy. Z wierzchu wyglądało mi to na przypadek próby przedwczesnego przełożenia wiedzy neurobiologicznej na edukację.

Okazuje się, że takiego samego zdania jest PAN:

Wbrew temu, co uporczywie twierdzi dr Żylińska w swojej książce, współczesna neurobiologia nie osiągnęła jeszcze takiego poziomu by pozwolić na obiektywną ocenę efektywności systemów edukacyjnych czy wręcz np. instruować nauczycieli „jak powinna wyglądać dobra lekcja biologii czy historii (…)

 

Autor artykułu w Nature o Neuromitach, dr Paul-Howard Jones ostrzegał, że neurobzdur może pojawiać się coraz więcej. Jak wspominałem w moim poprzednim wpisie, już nawet nie chodzi o to, że mamy do czynienia z szarlatanami, którzy z premedytacją chcą zarobić na naiwności nauczycieli:

(…) można mieć jak najlepsze intencje, ale po prostu paść ofiarą niewiedzy i przekrętów. To nie jest grzechem samo w sobie. Jednak podobnych mitów będzie tylko przybywać, warto więc uzbroić się w zdrowy rozsądek, być otwartym na krytykę i kwestionować własną wiedzę.

Ba, mam nadzieję, że dr Żylińska takimi dobrymi chęciami się kierowała, pisząc książkę.

Jednak wszyscy wiedzą, czym małe diabełki brukują ulice w piekle.

To, że ma się dobre chęci nie znaczy, że zwalnia nas to z obowiązku weryfikowania danych. Jeśli powołujemy się na naukę, musimy się upewnić, że nauka jest solidna.

Nie dziwmy się także, że powołując się na naukę zwrócimy uwagę naukowców. Oraz – jeśli nauka okaże się niesolidna – że ci sami naukowcy nas skrytykują. Od tego właśnie są (między innymi).

Rozumiem (nawet jeśli naiwną) logikę dr Żylińskiej – jeśli mózg działa w taki a nie inny sposób, to nauczanie w taki a nie inny sposób będzie działać. Jednak nie udawajmy, że jest to wiedza potwierdzona naukowo, zweryfikowana.

Nie możemy pozwolić, aby neurodydaktyka stała się kolejną interwencją na poziomie kinezjologii edukacyjnej.

Czy neurobiologia może pomóc w dydaktyce i edukacji?

Są naukowcy, którzy twierdzą, że jest to dobry pomysł. Inni twierdzą, że jest na to zdecydowanie za wcześnie i takie przedwczesne starania mogą przyczynić się do powstania nowych neuromitów. Obawiam się, że mamy tutaj do czynienia z tym drugim.

Drodzy nauczyciele i edukatorzy! Wiem, że miało być tak pięknie. Wielu z Was na pewno pokładało w neurodydaktyce duże nadzieje.

Zarzucicie mi jednak, że sam nie mam do zaoferownaia nic w zamian.

Jednak jeśli jabłko okazuje się robaczywe, to chyba nie ma sensu wcinać robala z braku łatwej alternatywy w zasięgu ręki.

Uczymy dzieci, by nie jadły robaczywek. Może warto samemu skorzystać z takiej lekcji.

brain-40377_1280 roz2

P.S. Dr Żylińska odpowiada na krytykę tutaj.

Advertisements

4 uwagi do wpisu “Ile „neuro” i „dydaktyki” w Neurodydaktyce?

  1. Wątpliwości są w tej sprawie wskazane, ponieważ historia badań nad różnymi zagadnieniami pokazuje, że na solidne potwierdzenie trzeba często czekać latami. Nie należy jednak od razu przekreślać wszystkiego, bo wówczas trzeba by wyrzucić w błoto to, czego dowiedzieliśmy się do tej pory w dziedzinach związanych z mózgiem. Obecny wydźwięk słów przeciwników dr Żylińskiej daje nieprawdziwe wrażenie, że tak właśnie się dzieje. Ponadto w tym artykule skupiono się głównie na argumentach jednej strony, dodając jedynie ten nieszczęsny link na końcu, co skutecznie zaciemnia pełen obraz sytuacji. Umieszczenie jakiegoś krótkiego komentarza dotyczącego jej odpowiedzi to coś, co powinno się tu znaleźć. Autorka co prawda przesadziła z pewnością na temat pewnych twierdzeń i zapewne nie ma w wielu kwestiach racji, ale patrząc z boku, wygląda to tak, jakby rzuciło się na nią stado sępów.

    1. Dziękuję za komentarz! Piszesz:

      „Nie należy jednak od razu przekreślać wszystkiego, bo wówczas trzeba by wyrzucić w błoto to, czego dowiedzieliśmy się do tej pory w dziedzinach związanych z mózgiem”

      Nie przekreślam wszystkiego, podkreślam jedynie, że na pewne rzeczy jest jeszcze za wcześnie. Byłoby świetnie, gdybyśmy już w tym momencie mogli „zrewolucjonizować” edukację dzięki neurobiologii – tak jednak nie jest.

      ” wygląda to tak, jakby rzuciło się na nią stado sępów.”

      Chciałbym sprostować – nie atakuję Dr Żylińskiej, nie jestem jej „przeciwnikiem”, nie znam jej, nie mam w tym żadnego interesu. Jak staram się wyżej podkreślić, nie oceniam jej zamierzeń, ba, sugeruję nawet, że ma dobre intencje. Krytykuję natomiast przeinaczanie faktów i próby podpierania swoich twierdzeń neruobiologią tam, gdzie tak naprawdę neuro nie ma jeszcze wiele do powiedzenia.

      Masz rację, że nie powinien być to atak na osobę, mam nadzieję, że nie sprawiam takiego wrażenia.

      Nie zapominajmy co jest tutaj sednem sprawy, bo inaczej cała dyskusja zamieni się w wycieczki osobiste i obronę osób, a nie argumentów.

      Jeśli zajrzysz do mojego poprzedniego wpisu (szczególnie końcówka artykułu: http://neurobigos.pl/2014/10/17/neuromity-w-szkole/) zobaczysz, że już wcześniej odnosiłem się do tego problemu ogólnie – nie tylko ja zresztą, bo dokładnie o tym mówi także Howard Jones w swoim artykule w piśmie Nature. Nie znałem wtedy jeszcze Neurodydaktyki szczerze mówiąc, inaczej pewnie podałbym ją jako konkretny przykład.

      Masz natomiast rację, że nie ma co wyrzucać takiej wiedzy w błoto i temat jest poruszany w środowiskach naukowych. To zasługuje na oddzielny wpis, już abstrahując od sytuacji z Neurodydaktyką – mam nadzieję taki niedługo napisać.

      A sama krytyka książki… cóż, sam mam zastrzeżenia co do niektórych argumentów w tej krytyce użytych. Przedstawiam jednak jedną stronę tylko z jednego powodu – bo najważniejszą wiadomością jest tutaj to, że „Neurodydaktyka” wcale taka neuro nie jest. Przestrzegam, żeby nauczyciele nie kupowali kota w worku.

  2. Moja krytyka była skierowana głównie do pozostałych autorów, o których tutaj wspominasz. W zasadzie podzielam twój punkt widzenia, a po prostu wydawało mi się, że jesteś trochę stronniczy. Teraz już rozumiem, że takie przedstawienie sprawy uwypukla sedno problemu. A jeśli chodzi o powoływanie się przez nią na znane nazwiska, to niekoniecznie jej to pomaga. Z doświadczenia wiem, że liczą się powtarzalne wyniki, a nie poglądy kogoś ważnego. Najwyraźniej dała się złapać klasycznemu wpływowi autorytetów.
    Słyszałeś może o „Szkoleniach opartych na dowodach (Evidence-Based Training Methods)” Ruth C. Clark?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s