Uparte Wojny (z Neuromitami) – Epizod II: Atak prawopółkulowców.

…czyli o nienaukowej kreatywności metody Cudowne Dziecko

Dostaję od Was dość dużo wiadomości i strasznie mnie to cieszy. Odpowiedzi na niektóre z nich w zasadzie zasługują na oddzielne wpisy, bo nieraz naprowadziliście mnie na różne ciekawe rzeczy. Dzisiejszy wpis został zainspirowany pytaniem sceptycznej Czytelniczki, która natrafiła na metodę Cudowne Dziecko.

W skrócie, metoda Cudowne Dziecko autorstwa dr Czerskiej opiera się na naszym ulubionym micie kreatywnej prawej i logicznej lewej półkuli. Jeśli nie znasz moich poprzednich wpisów (tegotego), krótkie obalenie mitu: to prawda, że niektóre z funkcji mózgu zdają się być bardziej powiązane z jedną niż z drugą półkulą. Tak jest chociażby ze strukturami w mózgu odpowiedzialnymi za mowę, które są skoncentrowane w lewej półkuli. Jednak tak złożone procesy jak “logiczny styl myślenia” czy “kreatywność” nie są upchnięte tylko do jednej z nich – jest to niepoprawne uproszczenie. Półkule nie „walczą” też ze sobą o dominację, a raczej bezustannie współpracują dzięki strukturze je łączącej (corpus callosum). Tym bardziej bezzasadne jest opieranie metod wychowawczych na założeniach mitu.

Do dzisiaj jednak mit przemawia do wyobraźni, co zostaje wykorzystane przez niektórych jako chwyt marketingowy. Wszystko, by nadać produktom ułudę naukowości.

Edukacja prawopółkulowa i strach przed dysleksją.

Nie inaczej wydaje się być w wypadku dr Czerskiej i jej metod. Dr Czerska, samozwańcza, um, „lider edukacji prawopółkulowej” (hę?) twierdzi, że odpowiednie wykorzystanie potencjału prawej półkuli u małych dzieci, dopóki jest jeszcze ona dominująca, zrobi z dziecka małego geniusza. Problemem jest jednak „lewopółkulowa edukacja” ignorująca drugą półkulę.

Choć wszystkie maluchy rodzą się geniuszami, to przez pierwsze sześć lat ich życia pozbawia się je tego geniuszu, dostarczając zbyt mało bodźców dla mózgu lub edukując metodami kształtującymi logiczne zdolności lewopółkulowe w zbyt młodym wieku.

Kreatywna prawa, logiczna lewa? Nie wiem, co usłyszymy dalej, ale już teraz możemy wbić w Cudowne Dziecko czerwoną flagę na kijku wystarczająco długim, żeby było ją widać z daleka.

Między trzecim a szóstym rokiem życia półkule walczą o dominację. Nasze społeczeństwo, cywilizacja i szkoła kładą nadmierny nacisk na logikę, rozwijając lewy mózg (…)

Czy wiesz, że rozwijanie zdolności logicznych w młodym wieku blokuje zdolności prawopółkulowe?

Zupełnie jak w tamtym artykule w Zwierciadle – no co jest nie tak z logicznym myśleniem? Takie straszne? Okazuje się, że tak, bo ignorując prawopółkulowość dziecka możemy być odpowiedzialni za rozwinięcie u malucha… dysleksji czy ADHD.

Co zrobisz, jeśli w wieku 6 lat Twoje dziecko nie osiągnie dojrzałości szkolnej i będzie miało kłopoty w nauce, słabą pamięć, dysleksję czy ADHD?

No właśnie, drogi rodzicu, co zrobisz? Będzie to tylko i wyłącznie Twoja wina, że Twoje dziecko ma dysleksję i ADHD, bo się nie przyłożyłeś, nie kupiłeś zestawu Cudowne Dziecko. Dr Czerska próbuje sprzedać swój produkt metodą bomby zegarowej:

Bądźmy szczerzy: jeśli nie wspierasz rozwoju dziecka, to zdolności po prostu ZANIKNĄ!!!

Osobiście mam tylko jeden, krótki komentarz: fuj.

Dysleksja jest zaburzeniem częściowo warunkowanym genetycznie, powiązanym z atypową aktywacją mózgu i może pojawić się pomimo wkładu w naukę czytania i wysiłków dziecka i rodziców. Sugerowanie, że metoda dr Czerskiej może zapobiegać rozwnięciu chorób neurorozwojowych jak dysleksja (wywołując przy okazji poczucie winy u rodziców) jest ciosem poniżej pasa. Czerwona chorągiewka.

Co więcej, aktualny stan wiedzy sugeruje, że dysleksja jest związana z dysfunkcjami w półkuli… lewej. Dr Czerska chybia więc okrutnie. Według jej własnej logiki, aby uniknąć dysleksji, musielibyśmy skupić się raczej na edukacji lewopółkulowej.

To nie jedyna rozbieżność – dr Czerska usilnie podkreśla, że nauka języka prawą półkulą jest szczególnie efektywna, w domyśle – używanie lewej półkuli nie pozwala dziecku na rozwinięcie potencjału lingwistycznego. Zabawne jest to, że akurat ośrodki języka w mózgu znajdują się w strukturach lewej półkuli. To tylko jeszcze jeden przykład, dlaczego mit jest naukowo pomylony i najzwyczajniej nie pasuje do obecnej wiedzy na temat funkcjonowania mózgu. Czerwona chorągiewka.

metoda cudowne dziecko dr aneta czerska
Jak zilustrowano na powyższym schemacie, próby pogodzenia neuromitu z wiedzą naukową są stratą czasu.

Uzdrowicielska metoda

Co najciekawsze, metoda cudownego dziecka okazuje się być także… uzdrowicielska. W swoim „portfolio” dr Czerska opisuje przypadek pewnej dziewczynki:

Krótko po urodzeniu stwierdzono u Leny problemy neurologiczne na tyle poważne, iż sądzono, że Lena nie będzie w przyszłości ani samodzielnie chodzić, ani nawet siedzieć.

Bardzo intensywna rehabilitacja ruchowa nie przynosiła poprawy.

Zgadnijcie, co jej pomogło?

Po wdrożeniu programu ćwiczeń ruchowych i manualnych metody Cudowne Dziecko dziewczynka nauczyła się pełzać i raczkować prawidłowym ruchem naprzemiennym, a mając rok nauczyła się chodzić.

Oczywiście na tym nie koniec, bo geniusz Leny pozwolił jej w wieku dziesięciu lat przeczytać Hobbita w oryginale („z zainteresowaniem”!), myślała, że podręcznik do matematyki to „książka z zagadkami” (szczerze mówiąc, mi do dzisiaj się tak wydaje), a później zdała egzamin Cambridge First Certificate jako najmłodsza uczestniczka. Marzenie każdego rodzica!

Zastanówmy się jednak nad czymś niezwykle ciekawym: w opisie przypadku dr Czerska umniejsza cud, jakim było samouzdrowienie dziewczynki. Co z tego, że przeczytała Tolkiena w oryginale, skoro pokonała problemy neurologiczne i zaczęła chodzić pomimo złych rokowań?

I ty mogłeś zostać telepatą.

Spodziewałem się znaleźć jeszcze więcej pseudonaukowych kwiatków wraz z zagłębianiem się w lekturę o Cudownym Dziecku. Jednak to, co znalazłem w pewnym artykule dr Czerskiej opublikowanym na portalach urodaizdrowie.pl oraz inspirander.pl przerosło moje oczekiwania. Dr Czerska przekonuje nas bowiem o wrodzonym geniuszu niemowląt, w tym o ich zdolnościach paranormalnych.

Przeczytajcie ostatnie zdanie jeszcze raz. Poczekam.

Już?

Nie no, daj spokój, Maciek, ty tak tylko żartowałeś. No jak to. Zdolności paranormalne?

Ano:

Wielu badaczy jest zgodnych, że wszystkie małe dzieci są geniuszami.

Mają one pamięć fotograficzną, potrafią rozróżnić widziane ilości elementów (choć najczęściej nie potrafią ich nazwać, bo nikt im nie podał nazw dla określonych obrazów)…

Wait for it…

…mają zdolności telepatyczne i jasnowidzenia. 

Bingo.

murray
Jednym z najbardziej znanych eksperymentów w dziedzinie telepatii jest ten przeprowadzony w latach 80-tych przez Dr P. Venkman’a, uwieczniony na filmie dokumentalnym „Die Geisterjäger”.

Tym czasem dzieci do 3 lat nie trzeba tego uczyć czy trenować. One po prostu posiadają te zdolności. Dlatego zabawy wykorzystujące telepatię sprawiają im ogromną frajdę.

Ah. No kurczę. Czyli po co ja się tyle lat telepatii w szkole uczyłem, trenowałem na wuefie, w pocie czoła? Przecież ja ten dar po prostu kiedyś posiadałem. Co się stało? Dlaczego już nie potrafię przepowiadać przyszłości i komunikować się ze zwierzętami jak za starych dobrych czasów (jaka to była frajda, haha!)?

Okazuje się, że nie tylko ja się czepiam. Także rodzice zadają dr Czerskiej niewygodne pytania, bo przyznaje ona, iż

Najbardziej sceptycznie podchodzą rodzice do zabaw wykorzystujących telepatię i jasnowidzenie.

Warto zauważyć, że na oficjalnej stronie Cudownego Dziecka telepatia nie jest już wspomniana ani słowem. Wygląda na to, że Dr Czerska trafiała na bardziej sceptycznych rodziców, niż początkowo myślała.

Naszego Cudownego Dziecka już niemal nie widać pod lasem czerwonych chorągiewek. Lecz gdzieś tam jeszcze wznosi się palec, za nim powoi wznos się ciężkie ramię, łokieć zgina się dumnie całą kończynę prostując, górując teraz nad moimi mizernymi chorągiewkami.

Otóż okazuje się, że Cudowne Dziecko ma naukowo potwierdzoną skuteczność. I wynosi ona 90,4%. Tak przynajmniej dowiadujemy się na stronie internetowej. Czy tak jest w rzeczywistości?

efektywnosc

W poszukiwaniu dowodu na istnienie dowodu

Tutaj dr Czerskiej wypada podziękować, bo rozkładanie pseudonauki na części pierwsze jest zajęciem raczej żmudnym – twierdzenie, że jej metoda jest naukowo potwierdzona i podanie konkretnych liczb ułatwia sprawę, bo wystarczy przecież zajrzeć do napisanego przez dr Czerską artykułu w czasopiśmie naukowym. Szczerze powiedziawszy, napaliłem się – badanie efektywności metody Cudowne Dziecko miało trwać 10 (!) lat. Powinna być to więc niezła lektura.

Na stronie internetowej znajduje się nawet dział „publikacje naukowe”, jednak po tych 10-cio letnich badaniach ani śladu. Jest jedynie rozdział napisany przez dr Czerską w tomie 7 serii wydawniczej „Edukacja Małego Dziecka” zatytułowany „Czytanie dla rozwoju w metodzie Cudowne Dziecko. Komunikat z badań”.

Brzmi wprawdzie obiecująco, ale już jestem trochę rozczarowany. Z naukowego potwierdzenia metody Cudowne Dziecko jako całości cofamy się do udowodnienia skuteczności tylko jednego jej aspektu: nauki czytania.

Sama publikacja nie jest niestety dostępna na stronie internetowej. Dr Czerska zapytana o publikację w mejlu odsyła mnie do siódmego tomu wydawnictwa lub ewentualne skontaktowanie się z wydawcą i właścicielem praw autorskich.

Trochę mnie to zastanawia, bo jeśli miałbym w swoich rękach dane potwierdzające skuteczność sprzedawanego przeze mnie produktu, to chętnie bym się nimi dzielił. Nie ma przecież czego ukrywać, wręcz przeciwnie – dr Czerska mogła mnie, sceptycznego odbiorcę, zagiąć. Nie skorzystała z okazji.

Trochę się jednak domyślam, o jaką miarę skuteczności chodzi dr Czerskiej. Na innej podstronie czytamy:

Aż 90,4% badanych rodziców zaobserwowało u maluchów oczekiwane rezultaty.

Wygląda więc na to, że zamiast porządnego badania mamy jedynie opinię rodziców. Nie to, że opinia rodziców nic nie znaczy – jednak to za mało, żeby mówić o „naukowo udowodnionej skuteczności”. Opinia jest tylko opinią, podatną na wszelkiego rodzaju błędy poznawcze. Możemy sobie wręcz wmówić, że metoda działa, szczególnie, jeśli zapłaciliśmy za nią pół miliona pieniędzy.

Jeśli uznać jakąś metodę za skuteczną, musimy udowodnić, że wszelkie jej pozytywne efekty są naprawdę wynikiem użytej metody, a nie przypadku czy następstwa zwykłego rozwoju dziecka, który miałby miejsce nawet, gdybyśmy o „Cudownym Dziecku” nigdy nie słyszeli. Wszystko sprowadza się do użycia grupy kontrolnej, systematycznych obserwacji, testów statystycznych – wszystkich tych narzędzi (naukowych narzędzi), które pozwalają nam rozdzielić prawdę od bezwartościowych informacji.

Dr Czerska utrzymuje jednak, że takie badania przeprowadzono.

W dalszej części mejla dr Czerska poinformowała mnie, że publikacja zawierająca wyniki badań na temat metody czytania przez nią propagowaną ukaże się na początku przyszłego roku. Ani słowa wprawdzie o metodzie „Cudowne Dziecko” jako całości – nadal mówimy tylko o tej technice czytania.

zabawy z rozumiem
Nieprzypadkowo mały geniusz na zdjęciu powyżej łapie się za głowę.

Tutaj zdziwiłem się po raz kolejny, bo z informacji podanych na stronie internetowej można pomyśleć, że taka publikacja już była.

Jeśli sprzedajemy produkt, który ma „udowodnioną naukowo” skuteczność, klienci powinni się spodziewać, że takie dowody już istnieją, a nie są jeszcze „na taśmie produkcyjnej”. Nie tak to powinno działać.

Proces recenzji naukowej (ze wszystkimi związanymi z nią zastrzeżeniami) nie istnieje sobie tak dla jaj. Bez recenzji naukowej każdy mógłby napisać i opublikować cokolwiek przyjdzie mu do głowy.

Jeśli dodać do tego powtarzanie założeń mitu logicznej lewej półkuli i kreatywnej prawej, to mamy już wystarczająco dużo powodów, żeby w stronę Cudownego Dziecka wystrzelić całą armadę czerwonych chorągiewek ostrzegawczych.

Tutaj na razie się zatrzymam, bo skoro publikacja ma być, to na nią poczekam. Jak każdego dobrego naukowca można mnie przekonać danymi. Czy Neurobigos się mylił? Czy się uprzedził tą dyskusją o telepatii i odniesieniami do utartych neuromitów? Przekonamy się, mam nadzieję, już niedługo.

Epilog

Jak słusznie zauważa nasza Czytelniczka:

Czy ćwiczenie mózgu w ten sposób jest poparte jakimikolwiek badaniami naukowymi? Przecież czym innym jest wiedza o rozwoju mózgu, a czym innym dowody na stymulowanie go i mierzalne efekty takich ćwiczeń.

Lepszego podsumowania nie wymyślę, bo Czytelniczka trafia w dziesiątkę. Co innego wiedza na temat mózgu, a co innego przełożenie tej wiedzy na praktyczne zastosowanie w wychowaniu i nauczaniu dziecka.

W dodatku, dr Czerska ewidentnie nie opiera się na rzetelnych badaniach, a na dość starych (upartych) neuromitach. Nie pomoże puste przekonywanie, że Cudowne Dziecko ma naukowo udowodnioną skuteczność. Odniesienia do metody naukowej nie mogą być tylko chwytem marketingowym. Są zobowiązaniem.

A to straszenie dysleksją i ADHD czy cudowne uzdrowienie Leny z „problemów neurologicznych” to już nie tyle chwyt, co łokieć wymierzony w brzuch.

Wtem – nieoczekiwany zwrot akcji!

Ale wiecie co? Dr Czerska z jednym trafiła w dziesiątkę, choć śmiem twierdzić, że zupełnie przypadkiem. Nie uratuje to wprawdzie pseudonaukowych podstaw Cudownego Dziecka, ale posłuży nam jako pretekst do omówienia rozwoju mózgu u niemowląt. Nasza Czytelniczka znalazła bowiem badanie sugerujące, że prawa półkula dominuje u dzieci do ok. 3go roku życia. Nijak ma się to do kreatywności, ukrytego geniuszu i telepatii oczywiście, ale badanie jest bardzo ciekawe i warto o nim porozmawiać.

Ale o tym w następnym wpisie.

Polub Neurobigos na fejsbuni i obserwuj mnie na twitterze, żeby go nie przegapić. Do następnego!

brain-40377_1280 roz2

P.S. Nie tylko najmłodsze dzieci narażone są na neuromity. Z artykułu Neuromity w Szkole dowiesz się, w jakie mity zdają się wierzyć niektórzy nauczyciele i rodzice, oraz kto jest temu winny.

Reklamy

6 uwag do wpisu “Uparte Wojny (z Neuromitami) – Epizod II: Atak prawopółkulowców.

  1. Świetny artykuł – dziękuję za zdrowy rozsądek. Nie jestem rodzicem, widzę za to wielu „szalonych” rodziców w okolicy. Zamiast pozwolić dzieciom po prostu być dziećmi, każdy chce mieć członka MENSY.

    Pozdrawiam i życzę spokojnych Świąt.

  2. Najbardziej sposobał mi się fragment: „Tym czasem dzieci do 3 lat nie trzeba tego uczyć czy trenować. One po prostu posiadają te zdolności. Dlatego zabawy wykorzystujące telepatię sprawiają im ogromną frajdę.” (Tymczasem*). Zastanawiam się, co to są za zabawy wykorzystujące telepatię? Czy byłam jakimś niedostymulowanym albo niedoinformowanym dzieckiem?
    Bardzo mi smutno jak widzę, w jaki sposób wykorzystuje się naukę – tzn. czyniąc z niej pseudonaukę. A najsmutniejsze jest to, że osoby, które nie mają wykształcenia w kierunku psychologicznym czy biologicznym, często po prostu nie mają szans na zdemaskowanie takiego mitu.

  3. Skoro półkule nie dominują, to czemu wspomniane są badania nt. dominacji półkuli prawej do 3rż? Nie czepliwie, tylko nie rozumiem :)

    1. To takie subtelne rozróżnienie, mam nadzieję napisać o tym więcej w następnym wpisie.
      Ale generalnie to wg mitu półkule walczą o dominację, a to, jakiej półkuli używamy „najbardziej” będzie determinować osobowość/preferowany styl nauki/czortwiecojeszcze. Nie jest to prawdą.

      Prawdą jest natomiast, że niektóre funkcje są zlateralizowane i naukowcy próbują dociec, kiedy ta asymetryczność właściwie powstaje. Tak się składa, że pewne obszary w prawej półkuli (nie cała półkula; dokładniej posterior associative area) zdają się rozwijać wcześniej; przepływ krwi do tych obszarów był więc większy u badanych dzieci w tych okolicach. W każdym micie jest jakieś tam ziarenko prawdy, choć już bardzo zdeformowane :)

  4. Niestety Pani Czerska kasuje negatywne opinie na FB. Byłam na jej szkoleniu z wspierania rozwoju dziecka w pierwszym roku życia. Na szkoleniu P.Czerska używa zdjęć z książki Glenna Domana, oraz prezentuje jego metody jako własne – oczywiście nie podając źródeł tych informacji i zdjęć. Uważam że to już jest poważne naruszenie praw autorskich. Ponadto P.Czerska mówi że to wszystko jest jej AUTORSKĄ metodą – a w rzeczywistości na szkoleniu streszcza książkę Domana!!! Dodatkowo, materiały edukacyjne „Bity inteligencji” to też nie jest jej autorski pomysł tylko skopiowana wersja tego co stworzył Instytut Glena Domana. Porażka. Ktoś powinien się tym bliżej zainteresować, bo ta kobieta kradnie lata pracy Domana i przypisuje sobie ich autorstwo. Nie kwestionuję już czy to działa czy nie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s